Jak myślisz, dlaczego na stanowiskach kierowniczych jest więcej kobiet niż w rzeczywistości?

0
12

Podcast HowStuffWorks Rzeczy, które przegapiłeś na lekcjach historii znalazł się na początku czerwca w dziwnej sytuacji. Słuchacze nieustannie wysyłali e-maile, tweety i zostawiali jednogwiazdkowe recenzje, twierdząc, że program jest silnie kobiecy. Jedna sugestia była prosta: zmień nazwę na „rzeczy, które przegapiłeś na lekcjach historii, głównie o kobietach”.

Współgospodarz Tracy V. Wilson, zmęczony powtarzającymi się skargami, zrobił coś niezwykłego. Przeanalizowała archiwa.

Dane od marca 2013 r. do tego czasu mówią co innego. Tylko 21 procent odcinków skupiało się na kobietach. Kolejne 34 procent poruszało tematy niezwiązane z płcią, takie jak społeczność niesłyszących w Martha’s Vineyard. Pozostałe 45 procent poświęcono mężczyznom.

To nie jest cecha tylko jednego podcastu. Wskazuje to na powszechną niewydolność poznawczą. Konsekwentnie przeceniamy obecność kobiet w różnych dziedzinach, nawet jeśli liczby mówią inaczej.

Iluzja dyrektora generalnego

W badaniu przeprowadzonym w 2015 roku prawie 1800 dyrektorów generalnych dużych firm (o przychodach przekraczających 500 mln dolarów) poproszono o odgadnięcie, jaki odsetek ich dyrektorów generalnych to kobiety.

Wyniki były odkrywcze. Przeciętny mężczyzna ocenia to na 25 procent. Przeciętna kobieta to 21 proc. Rzeczywisty numer? 8 procent.

Ludzie nie tylko popełniają błędy. Prawie trzy razy się mylili.

„Myślę, że to prosty błąd poznawczy” – mówi Virginia Valian, emerytowany profesor psychologii i lingwistyki w Hunter College i CUNY Graduate Center.

Valian wyjaśnia, że ​​to zniekształcenie jest naturalnym skutkiem długotrwałego wykluczenia. Kiedy grupa jest niedostatecznie reprezentowana, ta nieobecność staje się podstawową normą. Potem, gdy zaczynają się pojawiać przedstawiciele tej grupy, odczuwa się to jako nagły przypływ.

Pomyśl o tym w ten sposób. Jeśli wcześniej w stołówce wydziałowej nie było ani jednej kobiety, a teraz jest ich cztery, wygląda to na inwazję. Ale statystycznie jest to tylko niewielka zmiana od bardzo niskiego punktu początkowego.

Dlaczego liczby wydają się „błędne”

To postrzeganie zniekształca nasze rozumienie rzeczywistości w mediach i społeczeństwie. W 2013 roku badacze z Uniwersytetu Południowej Kalifornii pod kierownictwem dr Stacy L. Smith z Geena Davis Institute on Gender in Media przeanalizowali 120 najbardziej dochodowych filmów, które ukazały się w latach 2010–2013.

Odkryli, że kobiety stanowiły około 23 procent przeciętnej siły roboczej na ekranie i około 30 procent wszystkich mówiących lub nazwanych postaci. W filmach z oceną G kobiety stanowiły zaledwie 17 procent scen zbiorowych.

Porównaj to z rzeczywistością. Według Banku Światowego w 2014 r. kobiety stanowiły 49,6% światowej populacji i 39,6% światowej siły roboczej. W USA stosunek ten wynosi prawie 50/50.

Istnieje ogromna przepaść pomiędzy tym, kto faktycznie jest w pokoju, a tym, kogo widzimy na ekranie.

Czy to naprawdę problem kobiet?

Nie koniecznie. Stronniczość działa w obie strony. Dziennikarz Robert Lipsyte zauważył w 2011 r., że w literaturze dla młodych dorosłych istnieje „dominujący kobiecy ślad”, co prowadzi do wrażenia, że ​​chłopcy są niedostatecznie reprezentowani w czytaniu. Jednak kompleksowe badanie XX-wiecznych książek dla dzieci w Stanach Zjednoczonych wykazało, że dwie trzecie wszystkich głównych bohaterów to mężczyźni. Nawet jeśli bohaterami były zwierzęta, dominowali mężczyźni. Jeśli w tytule wspomniano o jakiejś postaci, dwukrotnie częściej był to mężczyzna.

Która płeć jest więc Twoim zdaniem przeceniana? Zależy o której podstawowej normie zapomniałeś.

Virginia Valian niedawno widziała to w akcji. Kolega argumentował, że nagrody MacArthura zostały przyznane kobietom i mniejszościom w nieproporcjonalny sposób. Valian sprawdził dane za 2015 rok.

Spośród 24 laureatów:
– 9 to kobiety
– 6 było mężczyznami z mniejszości
– 2 to kobiety z mniejszości
– 38 procent stanowili biali mężczyźni

Kobiety i mężczyźni rasy innej niż biała byli w rzeczywistości niedostatecznie reprezentowani w porównaniu z populacją ogólną. „Dysproporcjonalność” była mitem.

Trening naszych mózgów

Geena Davis, aktorka, która zleciła badanie filmowe, obwinia Hollywood za wypaczenie „normalności”. W wywiadzie dla NPR w 2013 roku zasugerowała, że ​​jeśli dzieci dorastają i widzą w filmach nierównowagę 5 do 1, to ten stosunek zaczyna wydawać się im właściwy, gdy są dorosłymi.

“17 procent kardiochirurgów to kobiety; 17 procent profesorów zatrudnionych na stałe to kobiety… Czy nie jest dziwne, że taki sam odsetek kobiet występuje także w scenach zbiorowych w filmach? A co, jeśli rzeczywiście przeszkolimy ludzi, aby postrzegali ten stosunek jako normę, tak aby gdy dorośniesz, tego nie zauważysz?”

To zniekształcone poczucie liczb wiele wyjaśnia. Dlatego wydaje się, że kobiety zajmują pięć razy więcej stanowisk dyrektorskich niż faktycznie. Dlatego scena zbiorowa, w której udział bierze 17 procent kobiet, wydaje się uczciwym przedstawieniem człowieczeństwa.

I dlatego podcast z przeważającą męską obsadą zostaje oskarżony o faworyzowanie kobiet, dopóki ktoś nie narysuje wykresu kołowego.

Dlaczego Amerykanie myślą, że osób LGBTQ+ jest więcej, niż jest w rzeczywistości

Sondaż Gallupa z 2011 roku wykazał wyraźną rozbieżność między percepcją a rzeczywistością. Respondenci uważali, że średnio 25 procent Amerykanów to homoseksualiści. Badania sugerują, że rzeczywista liczba jest bliższa 2 procent.

Ta luka uwypukla szerszy problem związany z interpretacją danych społecznych. Nie chodzi tylko o liczby. Jest to kwestia widoczności, reprezentacji w mediach i osobistej interakcji.

Źródło danych

Często cytowane w tym kontekście badanie zostało zlecone przez Geena Davis Institute on Gender in Media. Jednak badanie przeprowadzili dr Stacy L. Smith, Mark Schueti i dr Katherine Pieper z Uniwersytetu Południowej Kalifornii, Annenberg School of Communication and Journalism.

W swojej pracy zbadali, jak obrazy medialne wpływają na przekonania społeczne. Kiedy grupa demograficzna często pojawia się w programach rozrywkowych, widzowie często przeceniają liczebność tej grupy w populacji ogólnej. Zjawisko to nie jest specyficzne dla społeczności LGBTQ+. Ma ono miejsce wtedy, gdy konkretna tożsamość zostaje wzmocniona w przestrzeni kulturowej.

Jak media kształtują percepcję

Jeśli widzisz postać w serialu telewizyjnym, filmie lub wiadomości, Twój mózg postrzega tę osobę jako część „normalnego” społeczeństwa. Im większa ekspozycja, tym większa postrzegana częstość występowania.

  • Poznawanie: Regularny kontakt z osobami LGBTQ+ w życiu codziennym zwykle przybliża ich wyobrażenia do rzeczywistości.
    Ekspozycja w mediach: Wysoka widoczność programów rozrywkowych może zawyżać oglądalność, nawet jeśli postać jest fikcyjna.
  • Osobiste doświadczenia: osoby, których przyjaciele lub członkowie rodziny identyfikują się jako LGBTQ+, często podają dokładniejsze szacunki niż osoby opierające się wyłącznie na mediach.

Dlaczego rozbieżność ma znaczenie

Przeszacowanie wielkości grupy może mieć niezamierzone konsekwencje. Może to prowadzić do błędnych założeń dotyczących wsparcia politycznego, dynamiki miejsca pracy lub norm społecznych. Na przykład, jeśli ktoś wierzy, że co czwarty Amerykanin jest gejem, może spodziewać się innych struktur społecznych niż ktoś, kto wie, że liczba ta jest bliższa jednemu na pięćdziesiąt.

Nie oznacza to, że liczba 2 procent jest stała. Wskaźniki identyfikacji zmieniały się w czasie. Badania prowadzone od 2010 roku wykazały stopniowy wzrost odsetka osób identyfikujących się jako LGBTQ+ wśród młodszych pokoleń. Jednak dane Gallupa z 2011 r. uchwyciły moment, w którym różnica między przekonaniami a danymi pochodzącymi ze spisów ludności była szczególnie duża.

Co to mówi o opinii publicznej?

Ludzie nie są głupi. Dokonują szacunków na podstawie dostępnych informacji. Jeśli informacja pochodzi z przefiltrowanej rzeczywistości, ocena zostanie zniekształcona.

Wynik z 2011 r. przypomina, że ​​dane dotyczące demografii społecznej nie zawsze są intuicyjne. Wymagają danych. Wymagają niuansów. Wymagają od nas spojrzenia poza nagłówki i postacie na naszych ekranach.

Różnica między 2 a 25 procentami nie jest jedynie błędem statystycznym. To okno, przez które widzimy, jak kształtujemy nasze rozumienie otaczającego nas świata.